Ein Gastbeitrag von Stephan Kumpf
Ein roter Fiat 126, eine alte Frau in Schürze, Störche auf Strommasten und ein einfach renoviertes Bauernhaus – das ist Polen. Könnte man meinen. Ich schaue mir noch einmal die Fotos in meiner Hand an und lege sie sorgsam wieder in die blaue Mappe mit der Aufschrift „VL Wangemann“. Dann lehne ich mich zurück und blicke durch die großen Fenster nach draußen. Für einen kurzen Moment schweifen meine Gedanken ab.
Diese Dinge auf den Fotos sind typisch für das ländliche Bild Polens, ganz gleich, in welche Himmelsrichtung man sich im Land bewegt. Bis heute steckt in vielen ländlichen Gebieten noch viel PRL (Polska Rzeczpospolita Ludowa / dt. Volksrepublik Polen 1944–1989) – besonders dort, wo die Dörfer weit entfernt von den brausenden Großstädten liegen, in denen längst neue und für viele Polen selbst noch ungewohnte Zeiten angebrochen sind.
Mein Name ist Stephan Kumpf, ich bin 23 Jahre alt und Masterstudent an der Viadrina in Frankfurt (Oder). Ich studiere derzeit Kulturgeschichte Mittel- und Osteuropa sowie European Studies mit dem Schwerpunkt Politikwissenschaft. Zurzeit absolviere ich ein Praktikum im Haus der Stiftung Brandenburg in Fürstenwalde. Ich selbst komme aus Bad Kreuznach in Rheinland-Pfalz und lebe nun seit drei Jahren in Frankfurt (Oder) und in Słubice. Nach meinem Abitur habe ich einen Freiwilligendienst in Oświęcim (dt. Auschwitz) gemacht und bin seitdem immer wieder mit Polen und seiner Geschichte in Berührung gekommen. Ich bin kreuz und quer durch das Land gereist und habe vieles kennengelernt. Mit der Zeit entwickelte sich eine regelrechte Faszination für Polen – eine Neugier und ein Interesse für das Land und seine Menschen, die bis heute nicht nachgelassen haben. Inzwischen habe ich Polnisch gelernt und spreche die Sprache mittlerweile fast fließend.
Durch mein Studium, aber auch durch meine vielen Aufenthalte in Polen, habe ich mich intensiv mit der Sprache und dem Land auseinandergesetzt. An das Polnische habe ich mich ebenso gewöhnt wie mittlerweile an das Brandenburgische – beides ist mir längst nicht mehr fremd. Polen, mit seiner Kultur, seiner Sprache, seiner Geschichte und vor allem mit seinen Menschen, ist für mich zu einer neuen Heimat geworden. Nie hätte ich gedacht, dass ich von meinem kleinen Weindorf aus eines Tages nach Osten blicken und dort eine neue Heimat finden würde.
Mein Blick fällt wieder auf die blaue Mappe, die vor mir auf dem Tisch liegt. Der Name „Wangemann“ sticht mir erneut ins Auge. Eine interessante Frau, denke ich. In den 1990er Jahren reiste sie nach Polen und machte die Fotos, die ich mir vorhin angesehen habe. Der Vorlass Wangemann kam 2024 ins Haus und besteht aus der Forschungsarbeit über alle 146 Ortschaften im Sternberger Land, Neumark – zu deutscher Zeit mit allen Ausbauten nach Maßgabe der zuletzt erschienenen Meßtischblätter. Er beinhaltet zu jeder Ortschaft den gleichen Aufbau: Vorwort, Inhaltsverzeichnis, Lageplan, Ortsbeschreibung, Geschichte, besondere Bauten, Grundstücksplan, Bewohnerlisten, Bilddokumentation der Häuser, Literaturnachweis. Die geschichtliche Betrachtung jedes Ortes endet mit der Vertreibung im Sommer des Jahres 1945. Die Auflistung der Bewohner und – wenn möglich – ihrer Schicksale bezieht sich auf die letzte deutsche Zeit; die Quellen sind jeweils im Vorwort deklariert. (Entstehungszeitraum: 1995–2015)

Ich öffne die Mappe erneut und blättere weiter. Beim Durchgehen der vielen Seiten stoße ich auf eine Karte. Es ist ein Umriss eines Hauses an einer Straße – offenbar handgezeichnet und dokumentiert. Ist es vielleicht der Grundriss des Bauernhauses auf dem Foto?
Ich betrachte die Straßennamen und die Randnotizen mit deutschen Namen. Tatsächlich. In dieser Straße haben einst Deutsche gelebt. Doch wo ist der Fiat 126? Ich vergleiche das Foto mit den Handzeichnungen von Frau Wangemann – und merke plötzlich, dass ich gerade zwei verschiedene Zeiten betrachte. Noch eine Zeitenwende.
Tatsächlich handelt es sich in diesem Ordner um einen Ort, der einst deutsch besiedelt war und nach dem Zweiten Weltkrieg eine tiefgreifende Zeitenwende erlebte. Die Deutschen mussten gehen – und mit ihnen ihre Sprache, ihre Kultur, ihre Straßennamen und auch viele Erinnerungen. Nur die Häuser sind geblieben. Sie sollten nun Raum schaffen für eine neue Sprache, eine neue Kultur – geschmückt mit neuen Straßennamen, an denen neue Erinnerungen entstehen konnten.
Frau Wangemann, eine abenteuerlustige Frau mit viel Mut und Ausdauer, stellte sich genau dieser Zeitenwende. Sie erforschte die Spuren deutscher Geschichte in den „wiedergewonnenen Gebieten“ Polens (poln. Ziemie Odzyskane). Auch dieser Ort trägt – wie Danzig/Gdańsk – zwei Namen. Aus dem ehemaligen deutschen „Tempel“ wurde „Templewo“. Früher lag der Ort im Landkreis Oststernberg, heute gehört er zur Woiwodschaft Lubuskie. Die Häuser stehen noch immer dort – nur die Bewohner haben sich verändert.
Behutsam schreibe ich mit einem Bleistift die Archivnummer auf den Ordner und lege ihn auf den Stapel dutzender weiterer Orte.
Was wohl noch kommen mag?

Artykuł gościnny autorstwa Stephana Kumpfa
Czerwony Fiat 126, starsza kobieta w fartuchu, bociany na słupach elektrycznych i prosto odnowiony dom wiejski – to jest Polska. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać. Jeszcze raz przyglądam się zdjęciom w mojej dłoni i ostrożnie odkładam je z powrotem do niebieskiej teczki z napisem „VL Wangemann”. Opieram się na krześle i spoglądam przez duże okna na zewnątrz. Przez krótką chwilę się zastanawiam.
Te rzeczy na zdjęciach są typowe dla wiejskiego krajobrazu Polski, niezależnie od tego, w którą stronę kraju się pojedzie. Do dziś w wielu regionach wiejskich wciąż obecna jest jeszcze PRL (Polska Rzeczpospolita Ludowa, 1944–1989) – zwłaszcza tam, gdzie wsie leżą daleko od tętniących życiem wielkich miast, w których dawno zaczęły się już nowe czasy, często jeszcze nie do końca znane nawet samym Polakom.
Tam można by pomyśleć, że PRL dawno się skończyła. Na wsi natomiast czasami ma się wrażenie, jakby czas się zatrzymał.

Nazywam się Stephan Kumpf, mam 23 lata i jestem studentem studiów magisterskich na Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Studiuję historię kultury Europy Środkowej i Wschodniej oraz European Studies ze specjalizacją w naukach politycznych. Obecnie odbywam praktykę w Domu Fundacji Brandenburgii w Fürstenwalde. Pochodzę z Bad Kreuznach w Nadrenii-Palatynacie i od trzech lat mieszkam we Frankfurcie nad Odrą oraz w Słubicach. Po maturze odbyłem wolontariat w Oświęcimiu (niem. Auschwitz) i od tego czasu wielokrotnie miałem styczność z Polską i jej historią. Podróżowałem po kraju wzdłuż i wszerz i poznałem wiele miejsc.
Z czasem zrodziła się we mnie prawdziwa fascynacja Polską – ciekawość i zainteresowanie tym krajem oraz jego mieszkańcami, które do dziś nie wygasły. W międzyczasie nauczyłem się języka polskiego i dziś mówię nim już prawie płynnie. Dzięki studiom, ale także dzięki licznym pobytom w Polsce, intensywnie zajmowałem się zarówno językiem, jak i samym krajem. Do polskiego przyzwyczaiłem się tak samo jak do brandenburskiego dialektu – oba przestały być dla mnie czymś obcym. Polska – ze swoją kulturą, językiem, historią, a przede wszystkim z ludźmi – stała się dla mnie nowym domem. Nigdy nie przypuszczałem, że pewnego dnia, patrząc na wschód z mojej małej winiarskiej miejscowości, zobaczę tam swoją nową ojczyznę.
Znów spoglądam na niebieską teczkę leżącą przede mną na stole. Nazwisko „Wangemann” ponownie przyciąga mój wzrok. Ciekawa kobieta – myślę. W latach dziewięćdziesiątych podróżowała po Polsce i zrobiła zdjęcia, które przed chwilą oglądałem.

Spuścizna Wangemanna trafiła do muzeum w 2024 roku i składa się z prac badawczych dotyczących wszystkich 146 miejscowości w regionie Sternberger Land, Neumark – w czasach niemieckich wraz ze wszystkimi rozbudowami zgodnie z ostatnio opublikowanymi mapami pomiarowymi. Każda miejscowość ma taką samą strukturę: przedmowa, spis treści, plan lokalizacji, opis miejscowości, historia, szczególne budowle, plan działki, listy mieszkańców, dokumentacja zdjęciowa domów, bibliografia. Opis historii każdego miejsca kończy się wraz z wysiedleniem mieszkańców latem 1945 roku. Wykaz mieszkańców i – w miarę możliwości – ich losów odnosi się do ostatniego okresu niemieckiego; źródła są podane w przedmowie. (Okres powstania: 1995-2015).
Otwieram teczkę ponownie i zaczynam dalej przeglądać dokumenty. Wśród wielu kartek natrafiam na rysunek. To zarys domu przy ulicy. Czy to może być szkic domu ze zdjęcia?
Przyglądam się nazwom ulic i marginalnym notatkom z niemieckimi nazwiskami. Rzeczywiście – na tej ulicy kiedyś mieszkali Niemcy. Ale gdzie jest Fiat 126? Porównuję zdjęcie z rysunkami pani Wangemann i nagle uświadamiam sobie, że patrzę właśnie na dwa różne czasy. Kolejny Zeitenwende.
W rzeczywistości teczka dotyczy miejscowości, która kiedyś była zamieszkana przez Niemców i po II wojnie światowej doświadczyła prawdziwego historycznego przełomu. Niemcy musieli odejść – razem ze swoim językiem, kulturą, nazwami ulic, a także z wieloma wspomnieniami.
Pozostały jedynie domy. Teraz miały zrobić miejsce dla nowego języka, nowej kultury – ozdobione nowymi nazwami ulic, przy których miały powstać nowe wspomnienia.
Pani Wangemann, kobieta odważna i pełna determinacji, postanowiła zmierzyć się właśnie z tą zmianą historii. Badała ślady niemieckiej przeszłości na „Ziemiach Odzyskanych”. Także ta miejscowość – podobnie jak Danzig/Gdańsk – ma dwie nazwy. Z dawnego niemieckiego „Tempel” powstało „Templewo”. Kiedyś należała do powiatu Oststernberg, dziś znajduje się w województwie lubuskim. Domy wciąż tam stoją – zmienili się tylko mieszkańcy.
Wciąż zostało jeszcze wiele do zrobienia. Delikatnie zapisuję ołówkiem numer archiwalny na teczce i odkładam ją na stos dziesiątek innych miejsc.
Ciekawe, co jeszcze przede mną czeka.




